kakao
'Każda dziewczyna lubi mieć w sobie coś gorącego' powiedziała Damę Edna Everage - wyrocznia australijskiej kobiecości. A cóż może być lepszego od filiżanki gorącej czekolady? Woskowate fasolki ze strąka kakaowca zawierają fenyloetylaminę (związek wpływający na nastroje, dający ciału uczucie postkoitalnej błogości) i stymulującą teobrominę. Aztekowie uznali kakao za pokarm bogów (łacińskie theobroma ma dokładnie takie znaczenie), dane śmiertelnikom na Ziemi przez boga o imieniu Quetzalcoatl. Cenili je jako źródło mądrości i odwagi, dodające siły i energii, używali nade wszystko jako afrodyzjaku. Ich król, Montezuma II, pił xocoatl (stąd słowo "czekolada") ze złotego pucharu, zażywając przy tym uciech w swoim liczącym sześćset ślicznotek haremie. Zapisano, że wypijał do pięćdziesięciu filiżanek dziennie, kochając się w tym czasie z tylomaż kobietami. Kakao trafiło do Europy w XVIII wieku przywiezione przez hiszpańskich konkwistadorów. Stosowanie go było podówczas zakazane przez św. Inkwizycję, która nie podzielała opinii Azteków, iż ta odrobina luksusu została zesłana z nieba. Madame du Barry, kochanka Ludwika XV, aby rozpalić żądze, karmiła swoich zalotników czekoladą. I Casanovą, i markiz de Sade wierzyli w erotyczne właściwości kakao. Dziś, z powodu moczopędnego działania, niektórzy badacze uznają je za łagodny tonik genitalny. Niestety, by doświadczyć tych afrodyzujących działań, kochanek potrzebuje ogromnej ilości kakao - około dziesięciu dekagramów ekstraktu kakaowego.
W kategorii:
Afrodyzjaki
